14/2011 Holowanie szybowca bez łączności radiowej

Opis zgłoszenia

Po przeczytaniu artykułu w jednym z pism lotniczych postanowiłem opisać sytuację, która miała miejsce XXX [data do wiadomości zespołu – przyp. Zespół LB]. Był to dzień, w którym odbywały się jedne z pierwszych lotów szybowcowych za samolotem Jak-12. Przygotowywałem się do startu w szybowcu Pirat. Podczas kołowania holówki pod mój szybowiec okazało się, że w Jaku nie działa radio. Pomimo tego wystartowaliśmy. Samolot i szybowiec po starcie i wzniesieniu się na około 400 m nad lotniskiem wykonał zwrot w kierunku lotniska. W tym czasie na wysokości około 800 m nad lotniskiem znajdował się szybowiec Puchacz, który wykonywał wiązankę akrobacji. Pilot samolotu nie widział Puchacza ani nie usłyszał przez radio zgłoszenia strefy przez Puchacza. W wyniku zagrożenia kolizją Puchacz musiał przerwać wykonywanie akrobacji, a pilot samolotu po zorientowaniu się co się dzieje, zmienił kierunek holu. W wyniku tego manewru zostałem zostawiony w strefie opadania i po około 7 minutach musiałem lądować, choć tego dnia występowały kominy termiczne. Gdyby w samolocie działało radio, holownik wiedziałby o Puchaczu i mógłby spokojnie mnie wyholować w strefę noszeń. Jednak holówka wywołała zagrożenie kolizją i wyholowała szybowiec w inne miejsce niż było to założone.

Nie chce nikogo o nic oskarżać, chciałbym tylko aby zdarzenie było przestrogą, aby nie latać bez łączności radiowej.

Od Zespołu

Przy małym, aeroklubowym ruchu nad lotniskiem, użycie radia na ogół można ograniczyć do minimum. Tymniemniej, jest oczywiste, że człowiek obserwujący z ziemi co się dzieje - może uratować sytuacje. Dlatego ułamka prawdopodobieństwa watro zadbać o łączność w każdym locie. Problem dotyka również problemów systemowych w naszym kraju – legalności użycia starych, ale „wykonujących swoją robotę” radiostacji RS oraz służby AFIS na małych, aeroklubowych lotniskach/lądowiskach.